Posprzątać u siebie, a śmieci podrzucić sąsiadowi lub na łąkę. To niestety dość powszechna jeszcze praktyka na polskich wsiach. Przynajmniej u nas. Kto nie wierzy, nich się przejdzie wzdłuż Sanu, albo jeszcze lepiej – wzdłuż brzegu Łęgu. Na nic zdają się kary i kontrole. Lud wie swoje i sprząta po swojemu.
Choćby pewien mieszkaniec Zarzecza (pow. niżański). W sobotnie popołudnie wywiózł gruz ze swojej posesji nad San. Traktor z charakterystycznym ładunkiem ktoś zauważył i zawiadomił policję. Mundurowi zajechali radiowozem nad rzekę akuratnie w momencie, gdy traktorzysta zrzucał feralny ładunek. Był zdziwiony interwencją policji, gdyż jego zdaniem nie robi nic złego. Czyniłby zło przyrodzie, gdyby nad rzekę wywiózł plastik, a to przecież zwykły gruz. Policjanci byli usposobieni pokojowo. Brudasowi kazali posprzątać zrzucony już gruz i poinformowali go, że kierują do sądu wniosek o ukaranie za nielegalne wyrzucanie odpadów. I na tym miało się zakończyć.
Sprawca wykroczenia przeciwko ekologii gruz posprzątał, ale na tym jego przygoda z gruzem i policjantami się nie skończyła. Godzinę później ten sam parol w tym samym radiowozie jadąc przez Zarzecze, zauważył znany sobie ciągnik z ładunkiem gruzu. Kierujący ciągnikiem też zauważył policjantów. Skręcił ciągnikiem na najbliższą posesję, po czym wyskoczył z kabiny i skrył się w zaroślach. Oczywiście zaraz został z krzaków wyciągnięty. Powód ucieczki był wyczuwalny na odległość. Uparty traktorzysta do alkomatu wdmuchał 2,5 prom. alkoholu. Tłumaczył, że wypił tylko jedno piwo, gdy wykonywał polecenie policjantów sprzątając gruz. Policjanci tłumaczenie przyjęli z uśmiechem. I tak to mieszkaniec Zarzecza do sądu pójdzie dwa razy. Raz po karę za śmiecenie i drugi raz za jazdę po pijanemu. Gruz został na przyczepie.
Marcin Swobodny




Facebook
RSS