To nie była krótka chwila. Desperat widział, jak nadjeżdża śmierć. Sterujący składem widział człowieka stojącego na torach. Maszynista rozpoczął hamowanie. Nie miał szans na zatrzymanie towarowego pociągu. Śmierć wygrała, bo prawdopodobnie była proszona na tory koło Niska.
Tragedia rozegrała się wczesnym sobotnim popołudniem. Krótko po godz. 14 Nisko minął pociąg towarowy. Na prostej nabierał prędkości. I wtedy na torach pojawił się starszy mężczyzna. Było to między stacjami Racławice i Podwolina. Desperat wszedł na tory tuż przed nadjeżdżającym pociągiem. Wyglądało jakby do ostatniej chwili zastanawiał się nad tym krokiem. Wyszedł zza słupa trakcyjnego, uniósł ręce do góry… Skład zatrzymał się kilkaset metrów dalej. Niedługo później na przejeździe w ciągu ul. Akacjowej pojawili się policjanci i ratownicy medyczni. Za nimi przyjechał prokurator. Potrącony przez pociąg człowiek nie żył. Miał 66 lat, był mieszkańcem Niska. Okoliczności wskazują na to, że sam sobie wybrał godzinę śmierci. Na miejsce rozstania się z życiem przyjechał rowerem. Ponieważ zachodzi prawdopodobieństwo samobójstwa, policja nie ujawnia szczegółów tragedii. Potwierdza jedynie, że do wypadku na torach doszło.
Na prostym odcinku torów za Niskiem już kilka razy dochodziło do podobnych tragedii. Ostatnia, zdecydowanie najbardziej spektakularna, miała miejsce sześć lat temu. Zimą tamtego roku na stacyjnej ławce w Podwolinie siedziało czterech młodych mężczyzn. Gdy nadjeżdżał pociąg, jeden z nich – 21-latek – wkroczył na tory. Wyglądało tak, jakby się chciał popisać przed kolegami, że przebiegnie przed pociągiem. Potknął się. Wtedy na ratunek skoczył mu kolega. Obaj zginęli.
Marcin Swobodny




ence pence
12 grudnia 2018 at 15:35
Panie Marcin! Co Pan pisze? Jak tragiczna śmierć może być spektakularna? Jak tacy są redaktorzy to SZOK.