W Nisku

Nasi bohaterowie z „Łączki”

Nasi bohaterowie z „Łączki”

– To miejsce zarazem święte i przeklęte – mówił w środę historyk Jacek Siembida. – Święte, bo skrywało i skrywa prochy najmężniejszych z mężnych. Przeklęte, bo w ohydny sposób zostało sprofanowane przez komunistów.

„Łączka” – miejsce, gdzie łzy same płyną

Tak nazywany jest fragment byłego Cmentarza Wojskowego na Powązkach, który przez mur sąsiadował z Cmentarzem Cywilnym. Obecnie w granicach jednego Cmentarza Komunalnego. Pod tym murem w latach 40. i 50. potajemnie grzebani byli zabici i zmarli więźniowie słynnej katowni UB na warszawskim Mokotowie. Szacuje się, że w Kwaterze Ł mogą spoczywać doczesne szczątki 250. ofiar stalinowskiej mordowni, głównie żołnierzy tzw. drugiego podziemia. Gdy na Mokotowie przestano wykonywać wyroki, na „Łączce” urządzono kompostownię, a po niej przycmentarny śmietnik. To nie było jeszcze najgorsze. Ziemię nad rowami z ciałami bohaterów uprzątnięto, a wtedy stawiano tam grobowce, w których chowani byli zasłużeni dla aparatu komunistycznej władzy. Niejednokrotnie w grobowcu spoczywał kat z Mokotowa, a w zasypanym rowie poniżej jego ofiara. To właśnie tego dotyczą słowa o miejscu „świętym i przeklętym”. W 2013 r. Instytut Pamięci Narodowej rozpoczął na „Łączce” prace ekshumacyjne. Przejmujący dokument o okolicznościach towarzyszących tym pracom był głównym punktem środowej wieczornicy w Niżańskim Centrum Historii i Tradycji. Nim jednak na ekranie pojawiły się sceny z „Łączki”, było wspomnienie o dwóch żołnierzach, których połączyło Nisko, konspiracja, więzienie na Mokotowie i rów pod murem Powązek.

Dwie cebule i ostatnia prośba

Adam Gajdek z urodzenia był rzeszowianinem, a z Niskiem związał się przez Podoficerską Szkołę Piechoty dla Małoletnich. Po jej ukończeniu zgodnie z przydziałem poszedł do 3. Pułku Strzelców Podhalańskich w Bielsku. Z kampanii wrześniowej wrócił do Rzeszowa ze stopniem kaprala, ale dopiero wtedy zaczął zdobywać szlify. W konspiracji. Jego dom i sklep były skrzynkami kontaktowymi, a on kurierem. Pod koniec okupacji niemieckiej był referentem gospodarczym na cały Obwód Rzeszów AK. Konspirował również, gdy na Rzeszowszczyznę wkroczyli sowieci. Na Zamku urządzili słynne więzienie i Gajdek przekonał kolegów, że można je zdobyć. Akcja nie powiodła się. Kilkanaście dni później Gajdek został wcielony do wojska „ludowego”. Kolegów z konspiry nie porzucił i jakby to dziś powiedzieć, był ich wtyczką w LWP. NKWD zaczęło coś jednak podejrzewać i Gajdek ratował się dezercją. Z rodziną jako Adam Wilanowski odnalazł się w Krakowie. Oficjalnie pracował w biurze cukrowni, nieoficjalnie działał w Delegaturze Sił Zbrojnych oraz Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”. Pod koniec swojej konspiracji był szefem siatki wywiadowczej podległej bezpośrednio Zarządowi Głównemu WiN. Był to słynny czwarty zarząd. Jak wielu innych, jesienią 1947 r. Gajdek został aresztowany w Krakowie. Po trwającym prawie rok śledztwie Naczelny Sąd Wojskowy skazał go na karę śmierci. Wyrok został wykonany w połowie stycznia 1949 r., w więzieniu na Mokotowie. Jego ciało przez prawie siedem następnych dekad spoczywało w rowie na „Łączce”. Nim jednak Gajdek został zabity, w więzieniu spotkał się z Adamem Mireckim. On to przekazał dwie wieści od Gajdka. Otóż gdy Gajdek został aresztowany, żona była w ciąży. I to podwójnej. Chcąc przekazać mężowi szczęśliwą wiadomość podała paczkę o więzienia, a w niej dwie cebule związane wstążeczką. Adresat zrozumiał, że powiła mu bliźniaków. Gdy czuł, że zbliża się chwila egzekucji, poprosił Mireckiego, by ten przekazał żonie, że ma wyjść powtórnie za mąż, a jednego z synów wychować na księdza. Mirecki prośbę spełnił, a za trzy lata poszedł za Gajdkiem.

Seria ucieczek zakończona strzałem w potylicę

Adam Mirecki. To dopiero był kozak! Urodzony w Ulanowie, w wieku dziecięcym zamieszkał z rodziną w Racławicach. Uczył się w Państwowym Gimnazjum w Nisku, zrobił maturę, po niej poszedł na rok do wojska i ze stopniem podchorążego rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Tam związał się z ruchem narodowym. Studia przerwał i wrócił w rodzinne strony. Jesienią 1938 r. już w stopniu podporucznika brał udział w zajmowaniu Zaolzia. Podczas kampanii wrześniowej dowodził kompanią w 3. Pułku Piechoty Legionów. Dostał się do niewoli niemieckiej, z której uciekł. I tak się zaczęło. Wrócił do Niska i tu zadenuncjowali go miejscowi Ukraińcy. Pojmany został skierowany do obozu koncentracyjnego. W styczniu 1940. uciekł z transportu. W listopadzie tegoż roku znów Niemcy go złapali. Uciekł im z twierdzy Przemyśl. W połowie roku następnego był już komendantem Okręgu Lubelskiego Narodowej Organizacji Wojskowej i wpadł w ręce Niemców podczas łapanki ulicznej. Uciekł z pociągu, gdy jechał do Oświęcimia. NOW skierowała go wtedy do organizowania partyzantki w Okręgu Lwów. I sytuacja się powtarza; wsypa, wpadka i transport do obozu, z którego ucieka. Wszystko ma swój koniec. W grudniu 1943 Niemcy czekali na niego w Nisku, gdy wracał z odprawy komendantów w Warszawie. Tym razem z transportu nie uciekł, a końca wojny doczekał w obozie Bergen-Belsen. Do kraju wrócił, by rozpocząć tajną wojnę przeciw sowietom. Ci dowiedzieli się o jego poczynaniach i Mirecki ratował się ucieczką na Zachód. Był w bezpiecznym Monachium, a jednak zdecydował się na powrót. Przecierał w ten sposób szlak przerzutowy emigracyjnemu Stronnictwu Nrodowemu. Ojczyzną cieszył się 2 miesiące. W lipcu 1946 r. został aresztowany przez UB i skazany na 6 lat. To podczas tego więzienia miał spotkać się z Gajdkiem. Wyszedł po 3. latach, gdyż objęła go amnestia. Postanowił dokończyć studia na KUL. Oczywiście z konspiry nie zrezygnował. Po prowokacji został aresztowany w grudniu 19521 r., a po śledztwie w więzieniu mokotowskim skazany na śmierć i zastrzelony 17 października 1952 r. Jak Gajdek w zawiązanym worku spoczął w bezimiennym dole pod powązkowskim murem.

Przechodniu pochyl czoło

Szczątki ppor. Adama Gajdka zostały wydobyte z czeluści powązkowskich już podczas pierwszych ekshumacji na „Łączce”. Zidentyfikowano je jednak dopiero po prawie 3. latach. 27 września 2015r. został uroczyście pochowany w Panteonie – Mauzoleum Wyklętych – Niezłomnych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Kpt. Adam Mirecki na odkopanie czekał dłużej. Do ub. roku. Ma swój symboliczny grób w Racławicach i tablicę pamiątkową w Kościele Św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Czeka na oficjalny pogrzeb. Zapewne też spocznie obok ppor. Gajdka, mjr. Dekutowskiego „Zapory” i innych współtowarzyszy niewoli. „WIERNI BOGU I OJCZYŹNIE ZŁOŻYLI NAJWYŻSZĄ OFIARĘ W BOHATERSKIEJ WALCE O GODNOŚĆ I WOLNOŚĆ RZECZYPOSPOLITEJ” – brzmi inskrypcja pod orłem na ścianie głównej panteonu.

Marcin Swobodny 

Kliknij aby dodać komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

W Nisku

Więcej w W Nisku

Poszukiwany wpadł na kradzieży alkoholu

rni24.eu24 listopada 2020

Pomóż zapewnić dom dla dwóch klaczy

rni24.eu23 listopada 2020

Powszechny Spis Rolny w Gminie Jarocin-już zakończony!

rni24.eu23 listopada 2020

Zakład Karny przekazał dla Gminy Nisko trzecią partię maseczek ochronnych

rni24.eu23 listopada 2020

24 zakażenia i jeden zgon w powiecie niżańskim

rni24.eu23 listopada 2020

Zmarło 59 osób na Podkarpaciu – 38 zakażonych w powiecie niżańskim

rni24.eu18 listopada 2020

Wystawa „Bitwa Warszawska. Lata dwudzieste, lata trzydzieste w Nisku i okolicach”

rni24.eu18 listopada 2020
dom hospicyjny

Zostań Św.Mikołajem ! Zbuduj Dom Hospicyjny dla dzieci

rni24.eu18 listopada 2020

Biskup Krzysztof Nitkiewicz w szpitalu

rni24.eu18 listopada 2020