Anna Sabat pochodząca z Jeżowego, była zawodniczka MKL “Sparta” Stalowa Wola, a obecnie reprezentująca barwy CWKS Rzeszów, z czasem 2:01.90 zajęła drugie miejsce w biegu na 800 m podczas I Grand Prix w Gliwicach. Uzyskany wynik to bardzo dobra wróżba przed tegorocznymi Mistrzostwami Europy. Bo choć minimum jest, wcale nie oznacza, że jednorazowe jego wypełnienie, da gwarancję na występ lekkoatletki w Berlinie.
W przeciągu ostatnich kilku tygodni, podopieczna trenera Piotra Kowala poprawiała swój rekord życiowy i stawała na najwyższym podium. Jest waleczna, zdeterminowana i ma ogromne możliwości. Anna Sabat nie zwalnia tempa. Ostatnie tygodnie były dla niej bardzo intensywne.
Już pierwszy start w Piasecznie, gdzie odbył się w I Memoriał Sławomira Rosłona, dał lekkoatletce dużo pewności siebie. W biegu na 800 m, uzyskała świetny wynik – 2.03.87, co dało jej pewną wygraną. Z kolei start w Bydgoszczy, gdzie zajęła czwartą lokatę z czasem 2.03.35, przyznaje że był dla niej bardzo wymagający. Około 600 m przebiegła po drugim torze ze względu na to, że próbowała cały czas walczyć o utrzymanie kontaktu z czołówką. Na pocieszenie, uzyskany wynik był jej nowym rekordem życiowym, poprawionym o jedną setną.
Start w 64. Memoriale Janusza Kusocińskiego w Gliwicach również okazał się dla Ani pełen niespodzianek. Choć nie udało się osiągnąć wymaganych rezultatów i tak stanęła na najwyższym miejscu podium.
– Przyjechałam z trenerem w dniu startu. Niestety organizator nie zapewnił nam osoby, która mogłaby rozprowadzić nam bieg, nie ustaliliśmy więc nic konkretnego. Osobiście myślałam, że pobiegnę ten start jako przetarcie przed startem w Gliwicach. Jednak koleżanka Weronika Wyka podjęła się trudnej roli i od początku narzuciła żywe tempo, co mnie zaskoczyło ale i również udało mi się skorzystać i pobiec wynik 2.02.93 – mówi Ania Sabat.
Szczęśliwe Gliwice
W miniony weekend podczas I Grand Prix w Gliwicach, Ania uzyskała minimum na jedną z najważniejszych imprez w tym sezonie, jakimi są Mistrzostwa Europy. W biegu na 800 m, tuż za Australijką McGowan na metę dobiegła z czasem 2.01.90.
– Padło tam bardzo dużo wartościowych wyników. Szczególnie na 800 m, gdzie większość dziewczyn w tym również i ja, uzyskało rekordy życiowe na wysokim poziomie. Organizator zadbał o pacemakerkę, która bardzo dobrze rozprowadziła bieg. Odważyłam się ruszyć zaraz za prowadzącą. Przegrałam na finiszu na ostatnich 100 m ale to również przyczyniło się do tego, że na mecie pojawił się wynik 2.01.90 . Ktoś mógłby powiedzieć, że “jak na receptę” lub ledwie złamane te 2.02., ale patrząc na starty to mają one obraz wspinaczki. Mam nadzieję, że uda się utrzymać poziom i powalczyć jeszcze o kwalifikacje na Mistrzostwa Europy, ponieważ jednorazowe wypełnienie minimum to nie jest gwarancja na występ w Berlinie – wyjaśnia lekkoatletka z Jeżowego.
Przed Anią kolejne starty, a najbliższy już 13 czerwca w Finlandii. Właśnie dziś wylatuje, aby powalczyć o jak najlepszy wynik i utwierdzić się w przekonaniu, że weźmie udział w Mistrzostwach Europy.
– Mam trochę sceptyczne podejście do tego startu bo jest to dla mnie pracowity tydzień. W Polsce mamy obecnie bardzo ciepło, tam natomiast jest dużo chłodniej. Zobaczymy jak mój organizm zareaguje na to wszystko. Póki co nie tracę motywacji. Na tę chwilę już jestem zadowolona. Postaram się podciągnąć to do końca, bo jeszcze nie dałam z siebie 100%, a trzeba wycisnąć 120 – tłumaczy.
Ania trenuje codziennie, pod okiem swojego trenera Piotra Kowala. Średnio 5 razy w tygodniu dojeżdża do Rzeszowa. Wybiegania i lżejsze treningi wykonuje w Jeżowem, gdzie mieszka. Tam, też jak zaznacza, spędza dużo czasu z rodziną.
-Wyjazd na trening często zajmuje mi pół dnia wyjeżdżam około godz. 13.00 i wracam ok 19.00 do domu. Wygląda to mniej więcej tak: dojazd – trening- kąpiel i powrót. Przed południem zazwyczaj muszę jeszcze wykonać kilka ćwiczeń uzupełniających. Są to zadania domowe od fizjoterapeuty oraz rolowanie mięśni. Wieczorem zazwyczaj zostaje mi już przygotowanie do kolejnego dnia i regeneracja – mówi zawodniczka z CWKS Rzeszów.
Jak wyjaśnia, jej życie zaczęło kręcić się wokół biegania w momencie, kiedy nie została przyjęta na studia dzienne.
– Nie przyjęto mnie na studia ze względu na zamknięcie rekrutacji, przed terminem mojej wrześniowej obrony. Stażu w zawodzie również nie uzyskałam więc muszę cierpliwie poczekać na poprawę moich warunków – tłumaczy Ania Sabat.
fot. prywatne archiwum Anna Sabat
fot. prywatne archiwum Anna Sabat
fot. Marek Biczyk
fot. Marek Biczyk
fot. Artur Czempas
Agata Piotrowska








Facebook
RSS